Samochód – opowiadanie grozy

Usiądź wygodnie, przymknij oczy. Nie myśl o niczym szczególnym. Czy czujesz się ospale? Czy twoje powieki stają się coraz cięższe? Nadchodzi sen, z którym nie wygrasz. Lepiej od razu się poddaj i zamknij oczy. Chwila odpoczynku dobrze ci zrobi. Niezliczone myśli przewijają się przez twoją świadomość, nie możesz się skupić na żadnej z nich. Usypiasz. Jest ciepło, jest miło. Jest bezpiecznie. Poddajesz się.

Próbujesz się jeszcze skoncentrować, ale sen przejmuje kontrolę nad twoim umysłem i prowadzi cię tam, gdzie sam chce, a nie tam, dokąd ty chcesz. Barwy i obrazy wirują w twojej głowie. Jakiś kształt zaczyna się wyłaniać. Nie jesteś w stanie dostrzec, co on przedstawia, bo gdy tylko się na nim skoncentrujesz, budzisz się i już nie jest tak przyjemnie. Nie koncentruj się więc. Pozwól się unieść. Pozwól się poprowadzić. Poddajesz się. Śpisz.

Widzisz drogę prowadzącą donikąd. A może wiedzie ona do celu, którego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić? Droga i drzewa. To podmiejska dwupasmówka. Po jednej stronie las, po drugiej pole, a za nim daleko, na horyzoncie, znowu las. Nie patrz tam. I tak tam nie pójdziesz. Jest ciepło. To lipcowy dzień. Chmury zakryły niebo, zaraz może zacząć padać. W taki pochmurny duszny dzień lepiej nie wędrować tylko skryć się gdzieś, ale gdzie? Przecież nie pójdziesz do lasu, bo wyraźnie zanosi się na burzę. Kroczysz wzdłuż pobocza drogi. Po prawej lasy, po lewej pola. Czy na pewno idziesz w dobrym kierunku? Może należałoby spróbować w odwrotnym? A dokąd tak w ogóle zmierzasz?

Droga, asfalt, pochmurne niebo, gdzieniegdzie jeszcze błękitne, ale przeważnie już szare. Jest duszno i gorąco, powietrze pachnie deszczem. To znak, że za chwilę będzie burza. Rozejrzyj się wokół. No tak, nie możesz, przecież śnisz. Możesz oglądać tylko to, co sen ci pokaże. To jego tajemna władza nad tobą. Poddaj się. Nie walcz, bo i tak nie masz szans. Lepiej zwróć uwagę na to, na co pozwala ci sen. Wszystko dostrzegasz niezwykle wyraźne, całkiem jak na moment przed burzą. Zielone liście, pokryte cieniutkimi żyłkami, tkwią bez ruchu. Widzisz je bardzo dokładnie, nawet te, które są daleko od ciebie. I jeszcze ciemnozielony mech. Gdyby to od ciebie zależało, byłaby dzisiaj ładna, słoneczna pogoda. Na tyle ładna, aby wejść do lasu i rozkoszować się świeżym powietrzem nasiąkniętym żywicą. Ale zupełnie na nic nie masz wpływu.

Zauważasz, że poboczem tej drogi ktoś wędruje. To kobieta. Jest wysoka, dobrze zbudowana, a nawet odrobinę otyła. Zaczekaj chwilę, niech sen pozwoli ci ujrzeć jej twarz. Jest bardzo mocno opalona sztuczną opalenizną z solarium, a może raczej to samoopalacz. Jej włosy są ufarbowane na nieokreślony kolor. Jasny, z dużą ilością pomarańczowych, żółtych i białych pasemek. Ma wąskie, odrobinę skośne oczy, szaroniebieskie, mocno umalowane. Usta za to blade, bez cienia pomadki. Na nogach ma białe sandały na koturnach. Idzie pewnie, jakby nie bała się niczego, nawet burzy. Ale czy na pewno? Co chwilę ogląda się do tyłu, czy nie nadjeżdża jakiś samochód. Zapewne wolałaby złapać stopa niż tak wędrować poboczem drogi wzdłuż lasu w czasie niepogody.

Kobieta ubrana jest w białą bluzkę z krótkim rękawem i ciemnogranatową dżinsową spódnicę do kolan. Jest zbyt otyła na taki strój, ale widocznie sen jej o tym nie powiedział.

Pociemniało wokół. Za chwilę pewnie da się słyszeć pierwszy grzmot, przeczuwasz, że poprzedzi go błysk. Powiał silniejszy wiatr.

Na piersi kobiety dostrzegasz zarys tatuażu. Odczuwasz bezwiedną pogardę do tej młodej dziewczyny, wędrującej tak beztrosko poboczem i odwracającej się co chwila, aby sprawdzić, czy nie nadjeżdża samochód, który mógłby ją uchronić przed burzą i zawieźć… właśnie gdzie?

Ona nadal wędruje, a ty jesteś coraz bliżej niej. Czujesz zapach jej perfum wymieszany z wonią potu. Widzisz wyraźnie każdy jasny włos na jej głowie. Dostrzegasz jej bluzkę, tatuaż, dżinsową spódnicę i masywne, niewydepilowane powyżej kolan nogi. Widzisz ją całą. Zaraz, zaraz, chwileczkę… przecież to ty. Jesteś nią. Nie chcesz tego, ale sen nie pytał cię o zgodę, wcale nie musiał, ma prawo uczynić z tobą, co tylko zechce. To jesteś ty, w tej białej bluzce i dżinsowej spódnicy. To ty jesteś tą wysoką, tęgą dziewczyną. Idziesz i spieszysz się. Chcesz złapać stopa przed burzą. Co kilka minut przejeżdża drogą jakiś samochód, ale kierowcy najwyraźniej nie zwracają na ciebie uwagi. Po co im pasażerka, w końcu sami też się dokądś śpieszą, chcą gdzieś zdążyć przed spodziewaną nawałnicą.

Z trudem, ponieważ spódnica jest zbyt ciasna, aby móc w niej robić większe kroki i coraz wolniej, bo sandały na koturnach obcierają twoje stopy, idziesz dalej. Na moment zrobiło się bardzo jasno wokół, ale to nie słońce wyszło zza chmur, o nie. To był błysk. Za chwilę da się słyszeć grzmot, ale na razie jeszcze wszystko jest ciche i wyraźne.

I znowu kolejny samochód przejeżdża drogą. Nawet nie zwolnił! Idziesz zrezygnowana, te buty są takie niewygodne i tak daleko do tego miejsca, do którego chciałaś dojść.

Odwracasz się. Na horyzoncie widzisz samochód. Jest biały i jedzie powoli. Zatrzymujesz się. Teraz możesz się lepiej przyjrzeć przybliżającej się sylwetce białego, dużego i błyszczącego auta. Ciekawe, kto w nim jedzie? Może rodzina z małymi dziećmi. Nie, wtedy wszystkie miejsca byłyby zajęte i samochód nawet by nie zwolnił, przejeżdżając obok ciebie. No to może para. Tak, młode małżeństwo, albo po prostu para, która spieszy się do najbliższego motelu. Nie, oni też by się nie zatrzymali. Nie jesteś piękna, ale większa część mężczyzn może cię uznać za atrakcyjną, towarzyszka kierowcy nie będzie więc ryzykować. Jej mąż czy kochanek mógłby zwrócić na ciebie uwagę. Nie pozwoli mu się zatrzymać i podwieźć cię. Jeśli któraś z was miałaby być przez niego zerżnięta w najbliższym motelu, to na pewno nie ty.

Widzisz, jak samochód się zbliża. Dostrzegasz jego markę, to mercedes z przyciemnianymi szybami. Duży i pewnie drogi model. Zresztą nie znasz zbyt dobrze na samochodach. Gdyby to jechał samotny mężczyzna, pewnie chętnie wziąłby taką pasażerkę jak ty – młodą, zdrową, opaloną, o masywnych udach i włosach ufarbowanych na blond. Gdyby był przystojny, gdyby okazał się miły, może pozwoliłabyś mu, aby dotknął twych potężnych ud. Może pozwoliłabyś się zawieźć do motelu, albo nawet pozwoliłabyś, żeby skręcił po prostu w najbliższą boczną drogę do lasu. Mogłoby być nawet miło, jemu i tobie. Dałabyś się posuwać na skórzanych siedzeniach białego mercedesa z przyciemnianymi szybami.

Jak ten samochód powoli jedzie… A może za kierownicą siedzi stary i obleśny dziad. Pewnie będzie się do ciebie przystawiać, o tak, zdajesz sobie doskonale sprawę, że jesteś w typie również takich facetów. On wie, że na niewiele go już stać. Chciałby tylko cię dotknąć i móc poczuć gorąco twoich masywnych opalonych ud. Dotknąć niewydepilowanej skóry powyżej twych kolan. Wsunąć rękę pod twoją spódniczkę i sprawdzić, czy nosisz majtki… Nie, nie, śmiejesz się. Lepiej żeby to nie był stary napalony facet. Chyba masz prawo mieć jakieś preferencje we śnie.

A może kierowcą jest kobieta. Młoda albo starsza. Jedzie i czuje się wolna. Biały mercedes z przyciemnianymi szybami daje jej poczucie nieskrępowania i swobody. Czy zatrzyma się powodowana kobiecą solidarnością, aby cię podwieźć do najbliższego miasteczka? A może zostawi cię tutaj na poboczu, abyś zmokła. I będzie się cieszyć w skrytości ducha, bo jej mąż lub ukochany odszedł właśnie z taką, jak ty.

Nie, nie, na pewno się zatrzyma, a ty wsiądziesz. Po drodze opowie ci, dlaczego jedzie sama i na kim się zawiodła. Będzie potrzebowała słuchaczki. Tak naprawdę to ty tylko udasz, że słuchasz jej narzekań, ciesząc się, że jesteś już w tym samochodzie, gdy wokół pada deszcz i szaleje burza. Przez szybę będziesz obserwować drzewa. Zauważysz wtedy, że wszystko wygląda tak, jakby uciekało. Stoisz, a raczej siedzisz w miejscu, a wszystko pędzi z zawrotną szybkością. Drzewa, znaki drogowe, strachy na wróble. Zabawne.

Nie śmiej się przedwcześnie, pamiętaj, że nie siedzisz jeszcze w tym w samochodzie. Ciągle stoisz na poboczu w tych swoich niewygodnych koturnach i przyciasnej spódnicy. Biały mercedes podjeżdża do ciebie. Może się wcale nie zatrzyma, może cię minie i właśnie wtedy rozlegnie się pierwszy grzmot. Wiedz, że niebezpiecznie jest tak wędrować w czasie burzy blisko lasu, gdyż może cię trafić piorun. A twoje zwłoki znajdą jutro rano okoliczni mieszkańcy na poboczu drogi.

Nie, nie. Machasz nerwowo ręką, aby zatrzymać mercedesa, który jest już bardzo blisko. Wszystko jedno, kto siedzi za kierownicą, byleby cię zabrał ze sobą. Samochód jedzie powoli, ale zwalnia jeszcze bardziej. Zatrzymuje się tuż przed tobą. Pochylasz się, zdając sobie doskonale sprawę, jak atrakcyjny jest ten tatuaż na twojej piersi. Zapominasz na chwilę o nadciągającej burzy. Jesteś ciekawa, kto siedzi za kierownicą. Czy miałaś rację w swoich przypuszczeniach. Uśmiechasz się. W końcu czy to takie ważne, skoro mercedes się jednak zatrzymał i będziesz mogła wsiąść? Nie zmokniesz, nie zginiesz od uderzenia pioruna. Przednia szyba, ta od strony pasażera, obniża się powoli, a ty pochylasz się nieco bardziej. Już za chwilę dojrzysz kierowcę i będziesz go mogła poprosić o podwiezienie. Jak strasznie wolno ta szyba się obniża…

Nie, to przecież niemożliwe! Tego nie brałaś pod uwagę w swoich domysłach. Twoja twarz przybiera wyraz bezgranicznego przerażenia. Okrągłymi ze strachu oczami wpatrujesz się w siedzenie kierowcy. W miejsce gdzie miał siedzieć mężczyzna, którego sobie wyobraziłaś. W miejsce, na którym miała siedzieć kobieta, z której w głębi duszy już kpiłaś. To miejsce kierowcy… jest puste.

Przednia szyba po stronie pasażera zaczyna wędrować teraz coraz wyżej. W tej przyciemnianej szybie odbija się las i zachmurzone niebo. Nagle słychać grzmot, a na mercedesa zaczyna kropić deszcz. Pada coraz silniej i zrywa się ulewa. Samochód szybko odjeżdża. Tylko ktoś o bystrym spojrzeniu mógłby dostrzec, że przednie drzwiczki, te od strony pasażera, są czymś wysmarowane. Jakby ktoś ich dotknął umorusaną ręką, aby złośliwie ubrudzić nieskazitelną biel samochodu. Przez chwilę dał się zauważyć czerwony odcisk czyjejś dłoni.

Samochód jednak już odjechał, więc nie ma sensu zgadywać, co to za ślad. Może zresztą to nic takiego, zwidziało ci się tylko. A właśnie. Gdzie jesteś? Rozejrzyj się dookoła. No tak, to są prawa snu, już nie jesteś korpulentną dziewczyną o jasnych włosach. Ale co się z nią stało? Spójrz w dół, tam, gdzie powinny znajdować się twoje stopy. Na ziemi coś leży. Białe koturny, teraz już nie wydają się tak niewygodne, a masywne nogi już nie są prowokujące. Biała bluzka odsłania tatuaż na piersi, który teraz sprawia żałosne wrażenie. Tak, to ona. To jej jasne włosy z żółtopomarańczowymi pasemkami. Jest w sumie całkiem brzydka. Może ma na imię Karolina, może Joanna, a może Agnieszka. Kogo to właściwie obchodzi? Te koturny były chyba bardzo niewygodne, więc położyła się na poboczu, bo nie udało jej się w końcu wsiąść do tamtego mercedesa. I tak sobie leży, uśmiechając się bardzo szeroko. Zbyt szeroko. Pewnie szminka jej się rozmazała. Ale przecież jej usta nie były wcale umalowane. Próbujesz wytężyć wzrok, na ile ci tylko sen pozwoli. Koncentrujesz się. Ona leży tak nieruchomo na tym poboczu i dziwnie szeroko się uśmiecha. Ale to nie uśmiech. Ma poderżnięte gardło. I to nie szminka, tylko krew. Leje się na białą bluzkę, i już spłynęła na tatuaż na jej opalonej piersi. I wsiąka w mech. Nie możesz na to patrzeć. Nie chcesz widzieć krwi cieknącej na jej opalone ramiona. Już wiesz, skąd się wziął czerwony odcisk dłoni na drzwiach tamtego samochodu, prawda? Jej oczy, przymglone teraz, nieruchome, ale ciągle możesz dostrzec w nich strach, lęk, panikę. Nazywaj to zresztą, jak chcesz. Odsuwasz się. Ale sen nie pozwala ci odwrócić spojrzenia od jej przerażonych oczu i krwawiącego gardła.

Nie, nie. Próbujesz ruszyć ręką. Zrobić głęboki wdech. Budzisz się. Więc to był tylko sen. Jak dobrze! Przez chwilę nie możesz sobie przypomnieć tego, kim jesteś, ani gdzie jesteś. Otwierasz oczy. Przeciągasz się. Prostujesz kark. Potem ręce. Na końcu starasz się wyprostować nogi. Niewygodnie. Poruszasz stopami. Buty cię obcierają. Patrzysz w dół, na swoją nieskazitelnie białą, choć wygniecioną bluzkę. Na dżinsową przyciasną spódnicę do kolan. Na białe sandały. Patrzysz w prawo. Przez szybę widzisz, że wszystko wygląda tak jakby uciekało. Stoisz, a raczej siedzisz w miejscu, a wszystko mknie w zawrotnym tempie. Drzewa, znaki drogowe, strachy na wróble. Coraz prędzej i prędzej. To nie one uciekają, tylko samochód, w którym jedziesz, przyspiesza. Patrzysz przed siebie, przez przednią szybę. Biała maska i kółeczko – znak mercedesa. I jeszcze pozostaje ci tylko spojrzeć w lewo. Nie musisz, bo już wiesz, kogo zobaczysz, a raczej, kogo nie zobaczysz na siedzeniu kierowcy…

Altea Leszczyńska

 

Opowiadanie ukazało się drukiem w pismach: Fahrenheit (w 2004 r.) i Aleje 3 (w 2007 r.)

zródło zdjęcia: internet

22 thoughts on “Samochód – opowiadanie grozy

    1. Chyba już zainteresowało redakcję Fahrenheita i Aleje 3, skoro było dwukrotnie publikowane, skoro wydałam dwie powieści i skoro jestem w zarządzie Towarzystwa Literackiego „Galeria”. Wygoogluj sobie kim jestem, jeśli to nie za trudne dla Ciebie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


The maximum upload file size: 64 MB.
You can upload: image, audio, video, document, spreadsheet, interactive, text, archive, code, other.

CommentLuv badge